Moje WZW C: 37 zastrzyk czas zrobić…

Jest godzina trzynasta, ochłonąłem już trochę po dawce adrenaliny na oddziale. Odnalazłem w szufladzie pudełeczko do leków, które już uroczyście rano schowałem. Znowu rozdzieliłem tabletki, znowu wieczorem zabrzmi budzik przypominający, który już wczoraj usunąłem w komórce.

Czeka na mnie w lodówce kolejny zastrzyk interferonu.

Trochę gorycz w sercu zostaje. Nie lubię jak coś zmienia się diametralnie. Spokojnie mógłbym trwać do 48 tygodnia, teraz w 36-tym chętnie chciałem zakończyć terapię skoro badania i wskazówki tak nakazują. Podobnego rozgoryczenia nie miałem w 24 tygodniu przyjmowania inhibitora proteazy. Wtedy liczyłem się z kontynuacją leczenia. Teraz to zaskoczenie skróceniem i nagłym wydłużeniem trochę boli. Niby to wszystko jest spisane w schematach, procedurach, a jak widać różnie się wiedzie, raz lepiej, raz gorzej. A całość jednak rozgrywa się o wysoką stawkę – brak wirusa…

Za tydzień mój lekarz będzie w przychodni. Zobaczymy czy zakończymy terapię, czy jednak trwamy do 48.
Trwa ładowanie komentarzy...